niedziela, 28 października 2012

2.


Czasem wydaje mi się, że wieczność w jego towarzystwie byłaby za krótka, żeby wypełnić tęsknotę za nim, gromadzoną dniami bez jego uśmiechu i bezpiecznych ramion, żeby nacieszyć się jego słowami i gestami. Do tej wieczności nie można nawet porównać tych kilku oddechów zaczerpniętych dzisiaj razem, wymienionych spojrzeń, czy dwóch buziaków, wcale nie takich fajnych, jak obiecywał. Tylko krótkie muśnięcia ustami, prawie bez wymiany śliny. A ja tak bardzo chciałam zabrać w ten dzień coś, co było chociaż przez chwilę jego własnością, żeby pozwalało mi myśleć, że jest obok, blisko, we mnie.

23.10.2012 r.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz